Identyfikacja wizualna, reklama zewnętrzna i branding – rozmowa z Michałem Ćwiekiem
Mateusz Kwiecień: Cześć, nazywam się Mateusz Kwiecień. Witajcie w BrandCast – podcaście, w którym rozmawiamy o marketingu, brandingu i biznesie, inspirujących projektach, kreatywnych rozwiązaniach oraz codziennych wyzwaniach naszej branży. Moim gościem jest Michał Ćwiek – ekspert w dziedzinie projektowania, brandingu i identyfikacji wizualnej. Michał jest właścicielem Mocno Studio, wykładowcą akademickim oraz współorganizatorem konferencji East Creative. Dzisiaj porozmawiamy o jego pracy oraz o wyzwaniach na styku sztuki, designu i biznesu. Witaj, Michał.
Michał Ćwiek: Cześć.
Jak identyfikacja wizualna wpływa na odbiór marki w przestrzeni miejskiej?
Mateusz Kwiecień: W ostatnim czasie było o Tobie naprawdę głośno za sprawą jednego z Twoich projektów. To chyba realizacja, która najmocniej wybrzmiała w mediach w całej Twojej dotychczasowej karierze. Mam na myśli mural zaprojektowany dla Aleksandry Mirosław. Opowiedz o tym projekcie osobom, które jeszcze o nim nie słyszały. Dlaczego był tak wyjątkowy i z czego wynikał jego ogromny rozgłos?
Michał Ćwiek: Złożyło się na to kilka elementów, które idealnie się ze sobą połączyły. W dużym skrócie jest to mural, którego główną ideą było połączenie tradycyjnego malarstwa muralowego z technologią rozszerzonej rzeczywistości (AR). Stojąc przed muralem, oglądamy przedstawioną w skali jeden do jednego wspinaczkę Aleksandry Mirosław – najlepszej zawodniczki we wspinaczce na czas, rekordzistki świata i aktualnej mistrzyni olimpijskiej. Jej ruchy zostały odwzorowane w formie sekwencji poklatkowej. Sam budynek ma około 19 metrów wysokości, natomiast wspinaczka została przedstawiona na odcinku 15 metrów. Dzięki temu udało się wiernie odwzorować rzeczywiste proporcje tej konkurencji w przestrzeni miejskiej. Najbardziej innowacyjnym elementem projektu jest jednak wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości. Na muralu znajduje się duży kod QR. Po jego zeskanowaniu użytkownik przenosi się do świata AR i może zobaczyć trójwymiarową animację Aleksandry Mirosław wspinającej się dokładnie po tej samej ścianie. Animacja jest idealnie zsynchronizowana z powierzchnią muralu. Trudno w pełni opisać ten efekt słowami – najlepiej zobaczyć go na żywo. Myślę jednak, że właśnie ten element sprawił, że projekt wzbudził tak duże zainteresowanie. Ogromne znaczenie miał również moment realizacji. Mural powstał tuż przed igrzyskami olimpijskimi, a Aleksandra zdobyła później złoty medal – jedyny dla Polski podczas tych igrzysk. Dla nas, mieszkańców Lublina, było to ogromne wydarzenie. Połączenie lokalnej dumy, sukcesu sportowego oraz nietypowego dzieła sztuki stworzyło historię, która bardzo dobrze wybrzmiała w mediach. Sport nadal stosunkowo rzadko staje się tematem sztuki ulicznej, dlatego ten projekt dodatkowo się wyróżniał.
Mateusz Kwiecień: Już na etapie projektowania spodziewałeś się, że ten mural wywoła aż taki rozgłos?
Michał Ćwiek: Aż takiego – nie. Spodziewałem się jednak, że będzie o nim głośno, ponieważ od dawna śledzę karierę Oli i byłem przekonany, że ma ogromne szanse na zdobycie mistrzostwa olimpijskiego. Moment realizacji został zaplanowany bardzo świadomie. Chciałem, aby mural powstał tuż przed igrzyskami i stał się formą kibicowskiego wsparcia. Pomyślałem wtedy, że jeśli Ola zdobędzie złoty medal, projekt zyska dodatkowy rozgłos. Ciekawym elementem muralu jest także umieszczony na nim aktualny rekord świata. Kiedy go malowaliśmy, obowiązywał jeszcze poprzedni wynik. Całość została jednak zaprojektowana tak, aby można było łatwo zaktualizować ten czas. Po ustanowieniu nowego rekordu Ola osobiście przemalowała wynik sprayem. To wydarzenie również przyciągnęło wiele osób i spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów.
Mateusz Kwiecień: Jak po tym wydarzeniu zmieniła się Twoja rozpoznawalność w branży kreatywnej?
Michał Ćwiek: Zdecydowanie jestem dziś z tym projektem kojarzony. Wcześniej ludzie znali mnie przede wszystkim z innych realizacji, natomiast teraz bardzo często słyszę: „To Michał Ćwiek – autor muralu Aleksandry Mirosław”. Nie powiedziałbym jeszcze, że przełożyło się to bezpośrednio na nowe zlecenia, ale z pewnością otworzyło wiele nowych rozmów i kontaktów. Staram się ten potencjał dobrze wykorzystać.
Mateusz Kwiecień: Minęło już kilka miesięcy od zdobycia przez Olę złotego medalu olimpijskiego. Czy ten rozgłos przełożył się na konkretne współprace będące bezpośrednim efektem tego projektu?
Michał Ćwiek: Jeszcze nie wprost. Rozwijanie idei interaktywnych murali jest jednocześnie tematem mojej pracy doktorskiej. Jej tytuł brzmi „Interaktywny mural jako nowa forma pomnika sportowca w przestrzeni miejskiej”. Chciałbym stworzyć więcej takich realizacji. Uważam, że praktycznie każdą dyscyplinę sportu można w ten sposób przedstawić – trzeba jedynie znaleźć odpowiednią formę. Widzę w tym ogromny potencjał. Na razie nie mam jeszcze podpisanych konkretnych projektów, ale prowadzę już kilka rozmów.
Murale reklamowe jako nowoczesna forma reklamy zewnętrznej
Mateusz Kwiecień: Czy wykorzystywanie murali jako przestrzeni komunikacji komercyjnej budzi w Tobie jakiekolwiek kontrowersje?
Michał Ćwiek: Nie, zupełnie nie.
Mateusz Kwiecień: Mam wrażenie, że w Polsce murale nadal kojarzą się przede wszystkim z upamiętnieniem postaci historycznych, komunikowaniem wartości, akcjami społecznymi czy protestami. Znacznie rzadziej postrzegamy je jako narzędzie komunikacji komercyjnej.
Michał Ćwiek: Myślę, że to już mocno się zmieniło. W Warszawie można zobaczyć wiele murali promujących filmy czy seriale. Są wykonywane na bardzo wysokim poziomie i pokazują, że mural na dobre zadomowił się również w świecie reklamy. Oczywiście mural wyrasta ze street artu i ma korzenie związane z manifestem oraz artystycznym komentarzem do rzeczywistości. Mam nadzieję, że nigdy całkowicie tego charakteru nie utraci. Jednocześnie jego możliwości są dziś ogromne. Coraz częściej łączy się mural z neonem, rzeźbą czy płaskorzeźbą. Ta forma staje się niezwykle elastyczna i twórcy bardzo chętnie z nią eksperymentują.
Mateusz Kwiecień: Czy macie już zaplanowane kolejne murale?
Michał Ćwiek: Tak, mamy ich kilka. Niedawno zakończyliśmy realizację dużego muralu w Łodzi dla największego dewelopera w Polsce. To dla mnie szczególnie ważny projekt, ponieważ Łódź jest uznawana za stolicę polskich murali. Możliwość stworzenia tam tak dużej realizacji była dużym wyróżnieniem. Współpraca przebiegła bardzo dobrze, a klient polecił nas już kolejnemu inwestorowi. Sam proces realizacji był jednak niezwykle wymagający. Mural powstawał przez dziesięć dni, a największym wyzwaniem okazała się logistyka. Dostęp do ścian był bardzo utrudniony, dlatego konieczne było wykorzystanie specjalistycznych podnośników oraz odpowiednie zabezpieczenie całego terenu. To aspekt, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Przy dużych muralach organizacja prac bywa równie skomplikowana jak samo projektowanie. Ja działam w tej dziedzinie stosunkowo od niedawna, ale współpracuję z artystami z grupy Magnifico, którzy mają ogromne doświadczenie. Ta wymiana wiedzy i kompetencji bardzo dobrze się sprawdza. Obecnie mamy już zaplanowanych co najmniej pięć lub sześć kolejnych realizacji.
Jak projektować szyldy i oznakowanie firmy zgodnie z architekturą?
Mateusz Kwiecień: Przejdźmy od murali do szerszego spojrzenia na przestrzeń miejską. Jesteś współautorem Lubelskiej Księgi Standardów dla Starego Miasta. Opowiedz, z czego wynikała potrzeba stworzenia takiego dokumentu i jaka była Twoja rola w jego przygotowaniu.
Michał Ćwiek: Na początku warto zaznaczyć, że głównym wykonawcą projektu była Fundacja Look Create, której jestem wiceprezesem. Była to praca zespołowa, bo właśnie w taki sposób najczęściej realizujemy nasze projekty. Miasto zleciło nam przygotowanie księgi standardów, częściowo wzorowanej na podobnym dokumencie, który wcześniej powstał w Łodzi. Jej celem było stworzenie zbioru dobrych praktyk i wytycznych dotyczących reklam na obszarze lubelskiego Starego Miasta. Coraz więcej świadomych miast przygotowuje takie dokumenty, aby uporządkować przestrzeń i poprawić estetykę reklamy zewnętrznej. W Polsce wciąż mamy z tym spory problem, dlatego uważam, że to bardzo cenna inicjatywa i dobrze byłoby, gdyby podobne standardy powstawały również w innych miastach. Moja rola obejmowała zarówno prace koncepcyjne, jak i konsultacyjne. Stare Miasto jest przestrzenią, którą można bardzo dokładnie zinwentaryzować. Wiemy, ile znajduje się tam kamienic i jak wyglądają ich elewacje. Przygotowaliśmy ich rysunki techniczne, a następnie wskazaliśmy optymalne miejsca na szyldy i tablice informacyjne zgodnie z zasadami kompozycji oraz proporcjami architektonicznymi. Dla projektantów jest to dość naturalne – jeśli elewacja ma określone podziały, reklama powinna je respektować. Nie dla każdego jest to jednak oczywiste. Przedsiębiorcy często chcą, aby szyld był jak największy i jak najbardziej widoczny. To podejście nie zawsze przynosi najlepszy efekt.
Dlatego tak dużo rozmawialiśmy o materiałach, z których powinny być wykonywane reklamy, o reklamach świetlnych, migających nośnikach czy rozwiązaniach, z których warto całkowicie zrezygnować. Dyskutowaliśmy również o ogródkach gastronomicznych, ich wyposażeniu i sposobie wpisania ich w historyczną przestrzeń. W projekt zaangażowani byli architekci, odbyły się konsultacje miejskie, a także spotkania z restauratorami i najemcami lokali. Zależało nam nie tylko na wskazywaniu błędów, ale przede wszystkim na pokazywaniu dobrych przykładów. Chcieliśmy wyróżnić miejsca, które są dobrze zaprojektowane, i pokazać, że czasami warto inspirować się rozwiązaniami, które już świetnie funkcjonują.
Dlaczego estetyczne oznakowanie budynku buduje silniejszą markę?
Mateusz Kwiecień: Wspomniałeś o przedsiębiorcach. Domyślam się, że próba uporządkowania reklamy zewnętrznej mogła spotkać się z oporem. Czy rzeczywiście tak było?
Michał Ćwiek: Warto doprecyzować, że my przygotowaliśmy dokument, ale nie zajmujemy się jego egzekwowaniem. Nie chodzimy po mieście i nie zdejmujemy źle zaprojektowanych reklam.
Mateusz Kwiecień: Ale prowadziliście konsultacje z przedsiębiorcami.
Michał Ćwiek: Tak, jednak w takich spotkaniach zazwyczaj uczestniczą osoby, którym naprawdę zależy na poprawie jakości przestrzeni. Ktoś, kto świadomie robi coś źle, raczej nie przyjdzie na takie konsultacje. Nie spotkaliśmy się z żadną wrogością. Oczywiście w Lublinie, podobnie jak w każdym innym mieście, można znaleźć miejsca z bardzo chaotycznym oznakowaniem. Pokusa, aby pokazać je jako negatywny przykład, była duża, ale nie byłoby to właściwe rozwiązanie. Mogłoby zaszkodzić właścicielom tych lokali i nie przyniosłoby niczego dobrego. Znacznie lepiej działa promowanie dobrych praktyk. Jeśli przedsiębiorcy widzą, że estetyczne oznakowanie dobrze wygląda i przyciąga klientów, sami zaczynają dostrzegać wartość takich rozwiązań.
Mateusz Kwiecień: Jak udało się znaleźć równowagę między estetyką, funkcjonalnością i interesem przedsiębiorców?
Michał Ćwiek: Nie wiem, czy w ogóle myśleliśmy o tym w kategoriach kompromisu. Stare Miasto jest wyjątkową przestrzenią i wizytówką miasta. Najważniejszą zasadą było to, aby reklama pozostawała w relacji z architekturą. Każdy nośnik powinien wynikać z podziałów elewacji, proporcji budynku i jego charakteru. Moim zdaniem właśnie w interesie przedsiębiorców leży poszanowanie miejsca, w którym prowadzą działalność. Na Starym Mieście nie ma już sensu konkurować wielkością czy krzykliwością reklamy. Dzisiaj wygrywa się przede wszystkim jakością – zarówno oferty, jak i samego oznakowania.
Mateusz Kwiecień: Dokument z Łodzi był dla Was inspiracją. Czy uważasz, że Lubelska Księga Standardów może z kolei stać się inspiracją dla innych miast?
Michał Ćwiek: To najlepiej ocenią same miasta. Myślę jednak, że każdy taki dokument wnosi coś nowego, ponieważ każde miasto ma swoją specyfikę. Jednym z ciekawszych elementów naszego opracowania była wizualizacja pokazująca dużą kamienicę z wieloma najemcami. Najpierw przedstawiliśmy ją w rzeczywistym stanie, z chaotycznym oznakowaniem, a następnie pokazaliśmy tę samą elewację po uporządkowaniu reklam. Dopasowaliśmy szyldy do podziałów architektonicznych, zastosowaliśmy stonowaną kolorystykę i zrezygnowaliśmy z krzykliwych elementów. Pokazaliśmy również, jak negatywnie wpływa na odbiór budynku całkowite oklejanie witryn. Najważniejsze było jednak to, że proponowane zmiany nie wymagały dużych nakładów finansowych. Chcieliśmy pokazać, że poprawa estetyki nie zawsze oznacza kosztowną przebudowę. Myślę też, że nie zawsze trzeba tworzyć obszerną księgę standardów. Równie dobrze można organizować konsultacje z przedsiębiorcami i pokazywać im konkretne przykłady oraz materiały referencyjne. To właśnie podczas takich spotkań pojawiają się pytania, o których projektanci często początkowo nie myślą. Przedsiębiorcy pytają o ogródki gastronomiczne, przeszklenia, ogrzewanie, parasole czy oznaczenia producentów napojów. Są to bardzo praktyczne kwestie wynikające z codziennego funkcjonowania ich biznesów. Dlatego uważam, że konsultacje są niezwykle ważne. Pozwalają połączyć perspektywę projektantów z doświadczeniem osób, które na co dzień korzystają z tej przestrzeni.
Mateusz Kwiecień: Dodam tylko, że Lubelska Księga Standardów jest dostępna do pobrania w formie PDF, więc każdy może się z nią zapoznać.
Jak dobra identyfikacja wizualna pomaga wyróżnić firmę na tle konkurencji?
Mateusz Kwiecień: Rozmawiamy o tematach z pogranicza projektowania, sztuki i biznesu. Michał, jesteś bardzo aktywny – prowadzisz własne studio, projektujesz, wykładasz na uczelni, organizujesz konferencje i angażujesz się w wiele inicjatyw. Chciałbym zapytać, czy dzisiaj bardziej czujesz się projektantem czy przedsiębiorcą?
Michał Ćwiek: Zdecydowanie projektantem. Myślę, że jako przedsiębiorca jestem po prostu przeciętny. Oczywiście jak na branżę kreatywną radzę sobie całkiem dobrze, ale uważam, że znacznie większe osiągnięcia mam jako projektant niż jako osoba prowadząca biznes.
Mateusz Kwiecień: A jeśli spojrzysz na swój rozwój i sposób, w jaki inwestujesz swój czas, to w którą stronę chcesz iść? Bardziej rozwijać się jako projektant i realizować coraz lepsze projekty, czy może skalować studio i budować większą organizację?
Michał Ćwiek: Zdecydowanie nie jestem człowiekiem od skalowania. Mam poczucie, że wraz ze wzrostem firmy bardzo łatwo stracić jakość. Być może są osoby, które potrafią jednocześnie zatrudniać coraz więcej ludzi i utrzymywać wysoki poziom realizacji, ale ja nie mam przekonania, że potrafiłbym to dobrze kontrolować. Najbardziej zależy mi na tym, żeby moje studio było kojarzone z jakością i z projektami, których inni nie chcą albo nie potrafią realizować. Wolę robić mniej projektów, ale za to większych, bardziej wymagających i nietypowych. Nie interesuje mnie budowanie piętnastoosobowego zespołu wykonującego co miesiąc powtarzalne zadania dla jednego klienta. Taki model pracy po prostu mnie nie pociąga.
Mateusz Kwiecień: Co w takim razie sprawia, że tak skromnie oceniasz swoje kompetencje biznesowe?
Michał Ćwiek: Przede wszystkim nie obracam milionami i nie sądzę, żebym kiedykolwiek zbudował z tego ogromne imperium finansowe. Jednocześnie nie mogę narzekać. Firma osiąga dobre wyniki, jestem zadowolony z jej kondycji finansowej i żyje mi się dobrze. Widzę jednak, że moi znajomi działający w branżach opartych na produkcji seryjnej funkcjonują na zupełnie innych poziomach biznesowych. To całkowicie inny model prowadzenia działalności. Zresztą samo określenie tego, co robię, mianem biznesu nie do końca oddaje rzeczywistość. W mojej pracy bardzo dużo jest misji, relacji i działań, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Do tego dochodzi działalność fundacji. Obecnie zakładamy kolejną – Tytonia Art. W dawnych zakładach tytoniowych w Lublinie realizujemy wydarzenia artystyczne, które przyciągają już tysiące uczestników. Mam poczucie, że są to inicjatywy na naprawdę wysokim, europejskim poziomie. Dlatego trudno zamknąć to wszystko w klasycznych ramach biznesowych. Próbowałem bardziej wejść w ten świat. Byłem członkiem BNI i szukałem sposobu na bardziej biznesowe podejście do prowadzenia firmy. Ostatecznie jednak uznałem, że to nie jest moja droga.
Mateusz Kwiecień: Mówiłeś wcześniej, że przy wielu projektach tworzysz kolektywy i angażujesz specjalistów z różnych dziedzin. Rozumiem, że często odpowiadasz również za zarządzanie takimi zespołami.
Michał Ćwiek: Czasami tak, a czasami to ja jestem zapraszany do czyjegoś zespołu. Rzeczywiście często pełnię rolę lidera projektu i wydaje mi się, że mam łatwość łączenia ludzi oraz komunikowania ich ze sobą. Lubię pracować z osobami o różnych kompetencjach. Po tylu latach współpracy w takim modelu mam poczucie, że właściwie nie istnieje projekt, którego nie moglibyśmy się podjąć. Dzisiaj praktycznie nie zdarza się sytuacja, w której klient przychodzi z pomysłem, a ja odpowiadam, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Wokół mnie są ludzie o bardzo różnych specjalizacjach. Siedzimy obok siebie, współpracujemy na co dzień i dzięki temu możemy podejmować się naprawdę nietypowych realizacji. Dobrym przykładem jest mural dla Aleksandry Mirosław. Pomysł wykorzystania rozszerzonej rzeczywistości był czymś, na czym kompletnie się nie znałem. Nie programuję, wcześniej nawet nie korzystałem z filtrów na Instagramie. Mimo to wiedziałem, że mam wokół siebie ludzi, którzy potrafią mnie poprowadzić, podpowiedzieć odpowiednie rozwiązania i pomóc zrealizować projekt. Dzięki temu udało się stworzyć coś, co prawdopodobnie było pionierskim rozwiązaniem. To daje ogromną swobodę twórczą i dziś nie wyobrażam sobie pracy w inny sposób.
Mateusz Kwiecień: Z perspektywy zarządzania zastanawiam się, jak połączyć ludzi o różnych wizjach i często silnych osobowościach artystycznych, żeby wspólnie osiągnąć cel projektu.
Michał Ćwiek: Oczywiście, że czasami się kłócimy. Nie chcę tworzyć obrazu idealnej współpracy, bo rzeczywistość tak nie wygląda. Najważniejsze są szczerość i jasno określony podział ról. Z tym również bywa różnie, ale przez lata nauczyliśmy się coraz lepiej funkcjonować w takim modelu. Nasza fundacja działa już od dziesięciu lat. Stworzyliśmy kreatywny coworking, który – wszystko na to wskazuje – jest największym tego typu miejscem we wschodniej Polsce. W jednej przestrzeni pracuje około 25 osób związanych z branżą kreatywną. Każda specjalizuje się w czymś innym, dzięki czemu nie konkurujemy ze sobą. Zaczynaliśmy we trzech. Pomysł był prosty – zapraszać do współpracy osoby, z którymi sami chcielibyśmy pracować.
Dzisiaj wygląda to tak, że gdy pojawia się klient lub konkretny projekt, po prostu dobieramy odpowiedni zespół. Tworzy się to bardzo naturalnie. Z biegiem czasu nauczyliśmy się również pokory. Jeżeli ktoś zaprasza mnie do swojego projektu, to wiem, że to on jest jego liderem. W takiej sytuacji dostosowuję się do jego wizji. Oczywiście cały czas dyskutujemy, wymieniamy się pomysłami i wspólnie szukamy najlepszych rozwiązań, ale każdy projekt ma swojego właściciela i wszyscy to szanujemy.
Mateusz Kwiecień: Czy nie uważasz, że tak szeroki zakres działalności w pewnym stopniu ogranicza Twój rozwój? Może łatwiej byłoby wyspecjalizować się w jednej dziedzinie i konsekwentnie ją rozwijać?
Michał Ćwiek: Bardzo często zadaję sobie to pytanie. Myślę, że przede wszystkim wpływa to na moje zdrowie psychiczne. Uwielbiam podejmować nowe wyzwania, ale jest to jednocześnie bardzo wymagające. Moment, w którym jeszcze nie wiesz, czy dane rozwiązanie zadziała, jest niezwykle stresujący. Dopiero kiedy wszystko zaczyna się układać, pojawia się ogromna satysfakcja. Dobrym przykładem są scenografie telewizyjne. To jedne z najbardziej złożonych projektów, jakie realizujemy. Wymagają precyzyjnej logistyki, idealnego wyczucia czasu i koordynacji pracy wielu osób. Wszystko musi zadziałać podczas nagrania – nie ma miejsca na błędy. Przygotowujemy scenografie dla czołowych polskich kabaretów w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. To ogromna scena, dziesiątki ton sprzętu, oświetlenia, ekranów LED i wiele osób odpowiedzialnych za realizację. Każdy element musi być gotowy na konkretną godzinę.
Nie ma możliwości powiedzieć, że coś zrobimy jutro. Sala jest wynajęta, transmisja ma się odbyć i wszystko po prostu musi działać. Dzisiaj zrealizowałem już ponad czterdzieści takich scenografii, ale doskonale pamiętam pierwszy raz, kiedy wszedłem do Centrum Spotkania Kultur. Wcześniej projektowałem scenografie dla znacznie mniejszych przestrzeni, takich jak Chatka Żaka. Skala możliwości technicznych była nieporównywalna. Pamiętam ogromny stres. Miałem świadomość, że powierzono mi odpowiedzialność za przestrzeń liczoną w tysiącach metrów kwadratowych i za projekt, od którego zależy praca wielu ludzi. To było bardzo obciążające. Jednak właśnie takie wyzwania najbardziej rozwijają. Myślę, że bez wychodzenia poza własną strefę komfortu trudno mówić o prawdziwym rozwoju. Projektantów z doświadczeniem osób, które na co dzień korzystają z tej przestrzeni.
Mateusz Kwiecień: Poza prowadzeniem studia projektowego jesteś także wykładowcą akademickim i współorganizujesz konferencje. Tych aktywności jest naprawdę sporo, dlatego chciałbym zapytać, jak udaje Ci się to wszystko pogodzić. Masz jakieś własne rutyny albo system organizacji pracy, który pozwala Ci nad tym zapanować?
Michał Ćwiek: Muszę przyznać, że mam problemy z pamięcią, więc nauczyłem się po prostu oszukiwać własny organizm. Wszystko, o czym muszę pamiętać, zapisuję. Korzystam z papierowego kalendarza, który od lat wybieram w tym samym układzie, bo odpowiada mi ilość miejsca na notatki i sposób prezentacji całego tygodnia. Do tego dochodzi kalendarz Google, w którym na bieżąco pojawiają się wszystkie sprawy związane z fundacją. Mam też mnóstwo alarmów ustawionych w telefonie. Gdybym tego nie robił, pewnie nie byłbym w stanie nad wszystkim zapanować. Oczywiście zdarzają się momenty kryzysowe, kiedy wydaje mi się, że wszystkiego jest za dużo, ale jakimś sposobem zawsze udaje się z tego wyjść.
W tym roku udało mi się na przykład skupić zajęcia na uczelni w dwa dni – wtorek i środę. We wtorki zaczynam zajęcia dopiero o 11:30, więc od 7:00 rano pracuję jeszcze w studiu, a później prowadzę wykłady aż do 17:40. Po takim dniu jestem naprawdę wyczerpany. Środy poświęcam głównie studentom międzynarodowym i konsultacjom projektów. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak bardzo obciążające jest ciągłe przełączanie się pomiędzy zupełnie różnymi rodzajami pracy. Czym innym jest spotkanie z klientem i analiza nowego projektu z zakresu brandingu, czym innym prowadzenie zajęć ze studentami pierwszego roku, jeszcze czym innym konsultowanie prac dyplomowych studentów piątego roku, a czym innym planowanie konferencji East Creative. Kiedy w ciągu jednego dnia muszę wykonywać pięć zupełnie różnych aktywności wymagających innego sposobu myślenia, okazuje się to niezwykle wyczerpujące.
Dlatego coraz bardziej uczę się planować pracę w taki sposób, aby nie mieszać zbyt wielu różnych zadań jednego dnia.
Mateusz Kwiecień: Skąd w takim razie czerpiesz energię i motywację?
Michał Ćwiek: Chyba wciąż mam w sobie ogromny głód nowych doświadczeń. Być może to nawet pewna odmiana FOMO. Co chwilę pojawiają się nowe możliwości. Ktoś proponuje kolejny projekt, ktoś zaprasza do współpracy i nagle okazuje się, że mogę zrobić coś, o czym wcześniej nawet nie myślałem. Wyjeżdżamy do Łodzi realizować mural, organizujemy East Creative, przyjeżdżają goście z Litwy, Czech czy Słowacji, wydarzenie odbywa się w Centrum Spotkania Kultur i uczestniczy w nim około tysiąca osób. Patrzę na to i myślę sobie, że nie każdy ma szansę uczestniczyć w takich przedsięwzięciach. Skoro mam taką możliwość, to po prostu chcę z niej korzystać. Oczywiście wiem, że powinienem to wszystko lepiej kontrolować i planować, ale na razie ten głód jest silniejszy. Z drugiej strony coraz częściej łapię się na myśli, że najchętniej przez pół roku niczego bym nie organizował i po prostu malował.
Mateusz Kwiecień: Mam jednak wrażenie, że ta presja trochę Cię napędza i z każdą kolejną okazją bierzesz na siebie następne obowiązki.
Michał Ćwiek: Mam wrażenie, że one po prostu same do mnie przychodzą. Każdy dzień przynosi nowe pomysły i nowe projekty. Czasami żartuję, że gdyby ktoś przez miesiąc chodził za mną z kamerą, powstałby całkiem ciekawy materiał dokumentalny. Jednego dnia pracujemy nad rzeźbą, drugiego przygotowujemy scenografię, później organizujemy konferencję albo projektujemy kolejną realizację. Cały czas zmieniają się miejsca, ludzie i tematy. To jest bardzo ciekawe, ale jednocześnie niezwykle męczące. Jeśli chodzi o organizację, to odpowiedź jest właściwie bardzo prosta – wszystko zapisuję. Do każdego zadania dopisuję krótkie notatki, żeby pamiętać, czego dokładnie dotyczy dana sprawa. Bez tego byłoby mi naprawdę trudno funkcjonować. Dużo rzeczy dzieje się też bardzo organicznie i często po prostu reaguję na to, co przynosi dany dzień.
Mateusz Kwiecień: Myślę, że niedługo będziesz potrzebował asystentki, która pomoże Ci to wszystko ogarnąć.
Michał Ćwiek: Szczerze mówiąc, nie wiem, czy ktokolwiek byłby w stanie to ogarnąć. To zresztą ciekawy problem z punktu widzenia projektowania. Kiedy jesteś projektantem, który działa na pograniczu sztuki i bardzo zależy mu na jakości, niezwykle trudno jest oddawać odpowiedzialność innym osobom. Bardzo często jesteś twarzą swoich projektów i masz poczucie, że tylko Ty jesteś w stanie dopilnować wszystkich szczegółów. Oczywiście wiem, że to błędne koło. Jednym z najpiękniejszych momentów w mojej pracy było jednak to, kiedy pracownik samodzielnie poprowadził projekt i zrobił to naprawdę świetnie.
Mateusz Kwiecień: To musi być ogromna satysfakcja.
Michał Ćwiek: Dokładnie. Przekazałem jedynie kontakt do klienta, a później cały projekt został doprowadzony do końca bez mojego udziału. Efekt był bardzo dobry, a ja praktycznie nie musiałem się angażować. To naprawdę wyjątkowe uczucie. Jednocześnie jest to bardzo trudne do osiągnięcia.
Jak budować rozpoznawalną markę bez utraty jakości projektów?
Michał Ćwiek: Pamiętam rozmowę z kolegą, który prowadzi jeden z najlepszych barbershopów w Warszawie. Powiedział mi, że największe przychody przynoszą mu szkolenia, ale klienci chcą, żeby prowadził je właśnie on. Nie interesuje ich wysłanie innego pracownika. Chcą uczyć się od osoby, która jest twarzą marki. To pokazuje, jak dużą rolę odgrywa dziś marka osobista. I wtedy pojawia się kolejne pytanie: czy rozwijać firmę i ją skalować, czy raczej budować własną rozpoznawalność? Ty zresztą robisz teraz coś podobnego, tworząc ten podcast. To także bardzo skuteczny sposób budowania marki osobistej.
Mateusz Kwiecień: To rzeczywiście częsty dylemat. Z jednej strony wiemy, że delegowanie zadań może początkowo oznaczać spadek jakości. Z drugiej strony, jeśli tego nie robimy, wpadamy w błędne koło. Kalendarz ma swoją pojemność i w pewnym momencie nie da się już zmieścić kolejnych projektów bez rezygnacji z czegoś innego. Być może zostaniesz przy modelu, w którym przede wszystkim projektujesz i współpracujesz z kolektywem specjalistów. Rozumiem takie podejście. Jednocześnie mam wrażenie, że z tyłu głowy jest też chęć zbudowania zespołu, który w coraz większym stopniu będzie Cię odciążał i przejmował odpowiedzialność za część projektów.
Michał Ćwiek: To już się dzieje. Mamy zespół, tylko jest on niewielki. Kiedy mówię o skalowaniu, mam na myśli budowanie organizacji liczącej dziesięć czy piętnaście osób. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek chciał dojść do takiego modelu. Myślę, że w przyszłości sześć lub siedem osób to absolutne maksimum.
Mateusz Kwiecień: Do dziesięciu już niedaleko.
Michał Ćwiek: To prawda, ale warto pamiętać, że jedno z najlepszych studiów projektowych w Polsce tworzą zaledwie trzy osoby, a mimo to zdobywają największe branżowe wyróżnienia.
Mateusz Kwiecień: Gdybyś dziś dostał propozycję realizacji projektu z nieograniczonym budżetem, co chciałbyś stworzyć?
Michał Ćwiek: Chciałbym, żeby był związany ze sportem. To obszar, który jest mi szczególnie bliski. Marzy mi się realizacja całej serii interaktywnych murali wykorzystujących technologię rozszerzonej rzeczywistości. Wyobrażam sobie projekt realizowany na przykład dla marki Nike, z udziałem najlepszych koszykarzy świata. Moglibyśmy tworzyć wielkoformatowe murale połączone z animacjami AR, przygotowywane w wyjątkowych lokalizacjach, z pełnym zapleczem technicznym i możliwością realizacji wszystkiego na naprawdę światowym poziomie.
To byłby projekt marzeń.
Mateusz Kwiecień: W takim razie już wiem, czego mogę Ci życzyć na kolejne lata działalności. A czy jest coś, o co jeszcze chciałbyś, żebym Cię zapytał?
Michał Ćwiek: Chyba nie. Myślę, że zapytałeś o wszystko, o czym mogłem opowiedzieć.
Mateusz Kwiecień: Michał, bardzo dziękuję Ci za tę inspirującą rozmowę. Mam poczucie, że sposób, w jaki opowiadasz o projektowaniu, pokazuje, że połączenie pasji z biznesem może prowadzić do naprawdę wyjątkowych projektów. Jestem przekonany, że wiele z tego, o czym dziś rozmawialiśmy, będzie inspiracją zarówno dla osób pracujących w branży kreatywnej, jak i dla tych, którzy dopiero szukają swojej zawodowej drogi. Na zakończenie chciałbym jeszcze zapytać, czy jest coś, co chciałbyś przekazać naszym słuchaczom.
Michał Ćwiek: Jest jedna rzecz, o której ostatnio bardzo często rozmawiamy, między innymi przy okazji organizacji konferencji East Creative. Mam wrażenie, że dla projektanta umiejętność mówienia o swojej pracy zaczyna być równie ważna jak samo projektowanie. Coraz więcej osób ma problem z komunikacją – zarówno z mówieniem, jak i z pisaniem. Trudno im uzasadnić swoje decyzje projektowe, obronić własne pomysły czy przekonać klienta, dlaczego dane rozwiązanie jest właściwe. Uważam, że to obszar, który będzie miał ogromne znaczenie w rozwoju projektantów. Dzisiaj dostępnych jest mnóstwo kursów uczących obsługi programów i rozwijających kompetencje techniczne. Znacznie mniej uwagi poświęca się natomiast kompetencjom miękkim. A właśnie umiejętność prowadzenia rozmowy, budowania pewności siebie, dobierania odpowiednich argumentów czy zachowania dyplomacji podczas pracy z klientem staje się coraz ważniejsza. Widzę to również wśród swoich studentów. To kompetencje, które zdecydowanie warto rozwijać. Gdybym miał dać jedną radę młodym projektantom, powiedziałbym: jak najczęściej rozmawiajcie o swoich projektach. Pokazujcie je innym, proście o opinię, dyskutujcie z kolegami i uczcie się argumentować swoje decyzje. To właśnie w takich rozmowach buduje się pewność siebie, swoboda wypowiedzi i umiejętność obrony własnych pomysłów.
Mateusz Kwiecień: Choćby po to, żeby później występować w takich podcastach jak ten.
Michał Ćwiek: Dokładnie. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Mateusz Kwiecień: Dziękuję również. To był BrandCast. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.